Kopenhaga

Kopenhaga

Bardzo przyjemny to naród. Żeby go poznać, wystarczy, chociaż kilka dni, które turyści najczęściej spędzają w stolicy lub w urokliwych kurortach wybrzeża. Chociaż oczywiście tę porę roku wybiorą pewnie Włosi przylatujący z południa czy Portugalczycy – nam, przyzwyczajanym do zmiennej aury – ochłodzenie nie powinno przeszkadzać. W końcu Danii nie wybiera się, aby leżeć na plaży! Po co więc lecieć do Kopenhagi?. Dla wrażeń jak z bajki! Przecież w tym niewielkim kraju jest wiele niesamowitości do odkrycia, skoro jego zakątki tak stymulowały wyobraźnię, Christiana Andersena. Kopenhaga uchodzi za stolicę jednego z najbardziej spokojnych i stabilnych krajów w Europie. Finansowo mieszkańcom również powodzi się nieźle. Takiej sielanki jednak nie uznamy za nudną, bo Duńczycy postanowili skierować swoje siły na zorganizowanie dobrej zabawy. W Danii można, więc nieźle zjeść, i skorzystać z dobrej rozrywki.

Dobra literatura

Jeśli tytuł owej książki nie zwróci niczyjej uwagi (a raczej tę uwagę odwróci, choć nie dajmy się zwieść!), to obok okładki nie sposób przejść obojętnie. Na pierwszym planie widzimy z pewną gracją ułożoną kobiecą dłoń. Dłoń damy, z długimi palcami, paznokciami błyszczącymi lakierem, z wielkim, prostym w formie pierścionkiem z oczkiem w wyrazistym kolorze szlachetnego indygo. Z drugiego planu wyłania się jednak zarysowana sylwetka kobiety – właścicielki owej dłoni — z mocno zarysowanymi ustami. Arystokratyczna, a jednak naznaczona zębem czasu dłoń wojowniczki? Wiedźmy?. Nic tak dobrze nie recenzuje książki Alice Munro, pt. „Kocha, lubi, szanuje” jak sama jej okładka właśnie! Ta wybitna, mało znana w Polsce kanadyjska autorka nazywana jest mistrzynią krótkiej formy. Tworzy opowiadania, których bohaterkami są głównie kobiety, ich emocje i przypadkowość życia. Myliłby się jednak ten, kto oczekuje kolejnych banalnych opowieści kobiecych losów, życiorysów ubranych w sentymentalną otoczkę. Dziewięć opowiadań to jakby etiudy filmowe. Zatrzymany jeden, jedyny fragment życia bohaterki. Zakręt, który zmienić potrafi wszystko. Jest tu przypadkowość złośliwego losu, sprowadzona w przedziwny sposób do konsekwencji poprzednich wyborów. Oto bohaterka tytułowego opowiadania, Johanna, kupująca pierwszą od lat elegancką sukienkę. Kolejne ujęcie i widzimy ją wysyłającą meble na kolejowym dworcu. Nie wie jeszcze, że ktoś złośliwy zakpił sobie z niej. I, właśnie dlatego – wygrywa! Jest zarówno w tej, jak i innych bohaterkach Alice Munro słabość i siła, zwyczajność i skomplikowana natura. Jak dłoń okładkowej damy: dystynkcja i pierwotna, instynktowna siła?. Wszystko to podane z prostotą słowa. Chociaż prostotą tylko pozorną. Autorka nie kusi się, bowiem o tani psychologizm. Nie kupuje czytelnika efektownymi językowymi sztuczkami. Jej opowieści płyną same, zwroty akcji dokonują się mimochodem. Nawet nie zorientujemy się, że towarzyszymy życiu prawdziwemu. Zwyczajnemu aż do bólu, czasami, jak bywa często poza tkliwymi baśniami, odartemu ze złudzeń. Dziś, kiedy artyści prześcigają się w udziwnianiu swoich dzieł, naturalność i bogactwo języka doceniamy szczególnie. Jeśli jeszcze historia „dosmaczona” jest, jak w przypadku Munro, sugestywnymi opisami miejsc, nie pozostaje nic innego jak tylko z przyjemnością się w nią zanurzyć. Towarzystwo dobrej literatury nigdy nie zmęczy.